Spróbowała otworzyć oczy, ale światło wydało jej się takie ostre i nieprzyjazne, jak nigdy dotąd. Nie zdołała nic zobaczyć. Zwielokrotnione echem głosy docierały z opóźnieniem do jej uszu, przyprawiając niemal o ból głowy.
- To nie ma sensu, i tak nie przeżyje.
- A co jeśli jednak przeżyje? Zawsze była silniejsza niż się po niej tego spodziewaliśmy.
- I ma je już zawsze nosić w sobie? Przecież to bestialskie!
- Nie chcę... Czy... czy ona się budzi?
Stęknęła głucho, nawet nie chciała odpowiadać. Wiedziała, że jej się nie uda. Czuła jednak, że ktoś się do niej zbliżył.
-... mnie? - nie usłyszała całego zdania.
Ból znów zamknął jej powieki.
Gdy obudziła się ponownie, czuła dużo większy ból. Ale widziała wszystko wyraźniej. Chciała podnieść się i wybiec. Ale żaden z mięśni jej nie posłuchał. Nawet ten, który pragnął za wszelką cenę wrzeszczeć.
- Dean... obudziła się - usłyszała cichy głos, nawet nie miała ochoty zastanawiać się czyjej płci.
- Widzę... - powiedział jeszcze ciszej inny głos, tym razem potrafiła jednak stwierdzić, że to mężczyzna. - Możesz ruszać rękoma?... Jesteś w stanie w ogóle mówić?
Wzięła wielki, spazmatyczny wdech. Poczuła jak łza spływa po jej prawym policzku.
- T-tak - wypowiedziała drżącym szeptem.
Usłyszała wielki wydech zaskoczenia, graniczący niemal z chichotem. Skrobanie pióra na papierze. Znała ten dźwięk. Tylko skąd?
- K-kimm j-jestem? - wydusiła spazmatycznie.
Mężczyzna podniósł wzrok powoli. Nie było w nim współczucia, a tylko gorzkie rozczarowanie.
- Niestety nie wiem - powiedział chłodno, jakby straciła dla niego wartość, którą wcześniej miała. - I chyba nikt nie wie.
Odwrócił się z grymasem zawodu na twarzy i wyszedł przez wielkie, drewniane drzwi, pomalowane brązowobordowym lakierem. Ból znów zaczął narastać, brutalnie pozbawiając ją przytomności.
Otworzyła lekko oczy, jakby wreszcie się wyspała i to nie cierpienie wyrwało ją ze snu. Snu? Przecież żadnego nie miała. Gdy spała, jej umysł wypełniała pustka. Miała wrażenie, że kiedyś pięknie śniła. Czyżby to też jej wyrwano?
- Jesteś głodna? - dopiero po chwili dotarło do niej, że ktoś się do niej odzywa. Ah, no tak. Przecież on nie jest jedynym człowiekiem. - Pytałam czy jesteś głodna?
Zamrugała kilka razy i poszukała wzrokiem kogoś, kto do niej mówił. Po chwili dostrzegła rozmazaną postać. Wydawała się być grubsza niż przeciętny obywatel. A i tak roztaczała wokół siebie aurę ciepła i życzliwości. Znów zamrugała.
- N-nie - wyjąkała.
Poczuła, że mówienie sprawia jej dużo mniej problemów niż wcześniej, nie musiała brać wdechów przed tym, co chciała powiedzieć. Ale jej głos wciąż był nienaturalny, lekko rzężący. Czuła flegmę w przełyku.
- Ale chyba chce mi się pić - szepnęła, w nadzieji, że kobieta usłyszy.
Szybki tupot stóp. Chyba się o nią troszczyła. Poczuła dotyk szklanki w dłoni. Gdy ją złapała i uniosła, prawie rozlała ją na obszarze metra. W porównaniu z jej dłońmi, dłonie kobiety były gorące i dużo bardziej szorstkie. Jakby spracowane. Pomogła jej się napić.
- Czy... czy mogłabyś przetrzeć mi oczy? - powiedziała cicho, prawie na oślep dotykając utrudzonej dłoni.
W odpowiedzi poczuła drapiące pogładzenie po policzku.
Chociaż obraz kobiety wciąż był trochę niewyraźny, teraz widziała ją znacznie ostrzej. Miała ciepły, miły uśmiech i te szczególne iskierki dobroci w oczach. Może nie była najpiękniejsza, ale aura, jaką miała była zdecydowanie lepsza od jakiejkolwiek urody.
- Mam na imię Jill, a ty słodziutka? - uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Nie pamiętam - przełknęła ślinę. - Kiedy będę wiedziała, jaka jestem, może je sobie nadam. Żeby... pasowało - na moment jej twarz się rozjaśniła.
Kobieta przez chwilę patrzyła na nią ze współczuciem, ale potem w jej oczach pojawiło się coś na kształt uznania. Jill chyba myślała, że powinna mieć inne imię.
- Mam dosyć tego dusznego powietrza - spojrzała trzeźwiej na kobietę. - Mogłabyś otworzyć okno?
Popatrzyła jak Jill podchodzi do starego, odrapanego okna z białą framugą i je ostrożnie otwiera, nie bacząc że może w każdej chwili się zniszczyć. Doszedł do niej rześki zapach dnia, szum drzew i śpiew ptaków. Wiatr przeczesał delikatnie jej włosy. Położyła się i zasnęła.
Obudziła się, lecz nie otwierała oczu. Wdychała rześkie powietrze, które niósł ze sobą wiatr wpadający przez okno. Przez chwilę miała wrażenie, że nic ją nie boli, że jest taka jak każdy inny człowiek. Wzięła głębszy wdech i poczuła miliony szpilek wbijających się bezlitośnie w każdy centymetr skóry. Zacisnęła pięści z bólu.
- Już nie śpisz?
Podniosła powieki - Dean stał oparty o ścianę i chłodno ją obserwował. Miał obojętną twarz, niewyrażającą żadnych uczuć.
- Naprawdę nic nie pamiętasz?
- Zostaw mnie - wycedziła przez zęby.
Nie spodziewał się, że zrozumie jak ją traktował. Teraz nie miał szans by dostać się do tego, co czuje dziewczyna i czy w ogóle coś czuje. Wyszedł zrezygnowany przez wielkie, drewniane drzwi.
Czuła się wypoczęta i pełna energii mimo bólu. Miała ochotę choć spróbować pochodzić, ale podpięta do tych wszystkich rurek była niemal obezwładniona. Zagryzła wargi i poodrywała je, a potem wyjęła wenflon z jej ręki. Westchnęła i usiadła bokiem na łóżku. Delikatnie postawiła swoje bose stopy na chłodnych panelach i oparła na nich część swojego ciężaru. Poczuła jak reszta ciała napiera na kości jej nóg. Miała spore, żylaste stopy. Szła powoli, uważając na każdy krok i podpierając się ściany. Mimo bólu czuła szczęście, o jakim nie marzyła. Sama nie zdawała sobie sprawy, jak szeroko się uśmiecha. Usłyszała za sobą cichy chichot. Spojrzała gwałtownie w tamtą stronę i zobaczyła uśmiechającą się Jill.
- Spokojnie - uważaj, żeby się nie przewrócić - powiedziała ciepło.
Podeszła do dziewczyny i podparła ją ramieniem. Było to dosyć trudne, bo Jill była niższa niż ona.
- Nie wiedziałam, żeś taka wysoka - uśmiechnęła się.
Dziewczyna odpowiedziała uśmiechem. Zadziwiająco prosto stawiała swoje stopy. Jill patrzyła na nią z podziwem, jak po kilku godzinach chce dalej chodzić i nawet nie widać po niej zmęczenia.
- Powinnaś coś zjeść. Szczególnie, że nie jesteś już podpięta.
Pokiwała głową pokornie i usiadła powoli na łóżku. Jedzenie, jakiego nie mogła pamiętać ukoiło niektóre z jej bóli. Zasnęła z uśmiechem na twarzy.
Usiadła gwałtownie na łóżku. Miała szybki oddech i rytm serca, była cała mokra i nawet nie zdawała sobie sprawy, że ściska prześcieradło. Po chwili ocknęła się z transu w jakim była i zdała sprawę, że już nie śpi. Nie pamiętała, czemu się obudziła i co tkwiło w jej myślach, gdy śniła. Tak jakby biegała, a potem zapomniała o tym i nie wiedziała, czemu oddycha szybciej.
Światło księżyca wpadało przez wciąż otwarte okno, rażąc ją lekko w oczy. Miała wrażenie, że słyszy szepty z zewnątrz, wołające ją z cicha, tak by nikt inny o tym nie wiedział. Czuła, że są tylko jej skrytym urojeniem, lecz nie mogła im się oprzeć i w końcu wstała, chociaż boleśnie, oraz podeszła do okna. Nocny powiew otulił ją całą, przeczesując włosy z lekka. Tak bardzo chciała za nim podążyć, gdy ją opuścił w granatowy mrok. Wyciągnęła dłoń za jego śladem i zobaczyła srebrny odblask na swojej skórze. Wyglądała teraz niczym dama odlana ze srebra, w podartej koszuli nocnej. Spojrzała na lśniącą tarczę księżyca i zawyła smutno. W oddali zabrzmiały dziesiątki odpowiedzi.
__________________________
Chociaż pewnie i tak nikt nie odwiedza, tego bloga, to opublikuję ten post dla chociażby tej jednej osoby. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz