wtorek, 21 maja 2013

Rozdział IV

Rozkleiła niechętnie swoje oczy. Dzisiaj stąd odchodzi. Nawet tuż po przebudzeniu ta myśl ją prześladowała. Tej nocy nie spała zbyt dobrze. W ogóle nie sypiała dobrze, mimo że nie pamiętała snów. A teoretycznie, jeśli nie ma się snów, nasze ciało lepiej odpoczywa.
- Możemy odejść kiedy tylko chcesz. Mi się nigdzie nie śpieszy - usłyszała cichy, spokojny głos Bena.
Podskoczyła na łóżku. Chłopak uniósł brwi. Czy za drugim razem można się już było tego spodziewać?
- Wiesz, na razie jeszcze nie wstałam z łóżka.
- Jeśli jesteś zmęczona, możesz jeszcze pospać - westchnął. - Ja też nie czuję się wypoczęty.
Przez chwilę miała ochotę spytać, skąd wie, że jest ospała. Ale po chwili zrezygnowała. Po co drążyć temat?
- N-nie, dzięki. Wolę już zejść z łóżka - usiadła oraz popatrzyła przez jak zawsze otwarte, okno. - Gloom?
Kruka nie było w jej pokoju. Przecież spodziewała się, iż w każdej chwili mógł odejść. Dlaczego więc czuła żal? Chciała by wrócił, ale było to prawie niemożliwe. Z drugiej strony... ten kruk był naprawdę inny.
- Chcę wynieść się stąd jak najszybciej - popatrzyła na niego znacząco. - Powoli zaczynam nawet... nie lubieć tego miejsca.
- W porządku - westchnął ciężko i wyszedł.
Raven przez chwilę spoglądała niemo na wielkie, bordowe drzwi. Potem się ubrała.

- Masz w ogóle jakieś rzeczy?
Na jej twarzy pojawiło się zakłopotanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Powoli pokręciła głową z namysłem. Ben westchnął poirytowany. Teraz poczuła się jak ciężar.
- B-Ben... nie... musisz się mną opiekować - szepnęła.
- Nie o to chodzi - mruknął. - Też chcę opuścić szpital. Tym bardziej, że... hm, nieważne. Potem ci powiem.
- Dziękuję - odezwała się po chwili.
Chłopak uśmiechnął się przyjaźnie i założył swój plecak. Spojrzał na nią pytająco. Westchnęła oraz po chwili pokręciła głową. Niczego wtedy bardziej nie chciała uniknąć.
- Chodźmy - szepnęła.
Wielkie, bordowe drzwi nie były więcej barierą dla niej. Teraz nie było żadnych barier. Przynajmniej tych fizycznych. Drzwi wejściowe szpitala zostawiła otwarte, jakby chciała, żeby ktoś za nią podążył. Ben szedł przed nią.

- Dlaczego idziemy przez las?
- Nie lubisz lasu? - spytał wymijająco.
- Cóż.. jestem pierwszy raz w lesie. Pierwszy, który pamiętam - wzruszyła ramionami.
Słyszała wcześniej jak ptaki mieszkające na lipie obok szpitala śpiewały, ale na pewno nie spodziewała się, by w lesie było tak głośno. W pewien sposób ją to drażniło. Nie mogła też zatonąć w swoich myślach, bo już kilka razy prawie weszła w drzewo. Tak trzeźwy stan umysłu raczej nie był dla niej. Ale może się przyzwyczai. Przez większość dotychczasowej drogi nie odzywali się do siebie. Raven raz po raz zastanawiało, nad czym się skupiał. Ani razu nie rozpoczął rozmowy. Może po prostu nie miał nastroju.
- Lubisz, kiedy mówię? Czy wolisz, żebym siedziała cicho? - odezwała się ledwo dosłyszalnie.
- Rób co chcesz. - Zdał sobie sprawę, jak okropnie to zabrzmiało. Przystanął, sfrustrowany. - Chciałem powiedzieć... że jeśli chcesz porozmawiać, to dlaczego nie? I wybacz, jeśli moje odpowiedzi są czasem... chłodne.
- Nie szkodzi - stanęła obok niego, uśmiechając się przyjaźnie. - Chyba słyszę...
Usiadł na jej ramieniu i skubnął w szyję. Ciekawe, czy wiedział o ich odejściu.
- ... krakanie - zaśmiała się oraz pogładziła jego lśniące pióra.
- Cóż, teraz chyba już będziesz miała z kim rozmawiać. Em... nie żebym był... zirytowany, czy coś w tym tonie. Chodźmy - westchnął.
Dziewczyna przez chwilę patrzyła na niego skonsternowana, po czym musiała nadrobić dystans między nimi.
- Mogę ponosić za ciebie plecak, jeśli się zmęczyłeś - rzuciła od niechcenia.
- N-nie, wiesz myślę, że będzie lepiej jak ja będę go nosić. Wiesz, twoja postura i tak dalej... poza tym nie, nie czuję się w jakikolwiek sposób utrudzony. Ewentualnie psychicznie - ostatnie słowa mruknął już do siebie, ale nie dbał, czy to usłyszała. - A, właśnie. Możemy przystanąć.
- C-cóż... chyba bolą mnie trochę nogi - wymamrotała niepewnie. - Trochę za bardzo się o mnie martwisz.
- Ty zawsze zaczynasz - burknął wymijająco.
Raven westchnęła zrezygnowana i usiadła na pierwszym lepszym konarze na ziemi. Chłopak nie odzywał się, przez dłuższy czas patrzył nawet w zupełnie inną stronę niż ona. Zdawał się być wyczulony, jakby czyhało na nich niebezpieczeństwo. Chciała zapytać o co chodzi, lecz czuła iż jest to w jakiś sposób nie na miejscu.
- Jesteś głodna?
Pokręciła głową i odwróciła wzrok. Czuła coś w sercu, co doprowadzało ją do szaleństwa, bo nie wiedziała czego chciała, ale to pragnienie było naprawdę silne. To był chyba już drugi raz, kiedy to uczucie wpełzało do jej wnętrza. Gdy tam się znajdowało, miała ochotę popełnić samobójstwo z obłędu. Chyba dobrze byłoby teraz ruszyć w drogę od nowa.
- Chodźmy - westchnęła. - Już odpoczęłam - dodała, widząc jego zaskoczone spojrzenie.
- Szybka jesteś - uśmiechnął się po raz pierwszy od dłuższego czasu.
Raven prychnęła i strzepnęła różne drobne śmieci ze swoich spodni. Chłopak znowu powrócił do swojego ponurego stanu. Około godziny szli w milczeniu, nawet na siebie nie patrząc. Jedynym zadowolonym osobnikiem był kruk. Do czasu, gdy dziewczyna się potknęła i musiał wzbić się w powietrze, by nie wylądować z nią na ziemi. Podparła się rękami, by  nie wylądować całkiem na glebie, co zrobiła w ostatniej chwili. Usłyszała cichy chichot Bena.
- Każdemu może się zdarzyć - warknęła wrogo.
Podszedł do niej oraz wyciągnął dłoń. Chwyciła ją z pewnym wahaniem. Upadła tak niefortunnie, że jakaś gałązka przecięła jej dżinsy i zraniła w kolano. Nie widziała w tym zbyt dużego zagrożenia, czy jakkolwiek by to nazwać, ale chłopak zmartwił się lekko.
- W porządku. To tylko kolano - mruknęła z niechęcią. - Nie ma sensu przejmować się czymś takim - westchnęła poirytowana.
- Dobra... Ale myślę, że na dzisiaj koniec marszu - spojrzał na nią przepraszająco. - I tak robi się już trochę ciemno - zmarszczył brwi. - Czemu tak na mnie patrzysz?
- Nie wiem, czy mi to przeszkadza - wzruszyła ramionami. - Tylko nie zrywajmy się o świcie - mruknęła.
Ben roześmiał się i wyjął dwa koce z plecaka. Był na tyle uprzejmy, że dał jej większy. Raven spojrzała na niego dziwnie.
- Nie będzie ci zimno?
- Wątpię - westchnął. - Wiesz, zawsze można... się przytulić - mruknął odrobinę niechętnie.
- Tak. Można - spoglądnęła na zachodzące słońce przez drzewa. - To dobranoc - położyła się na gruncie i owinęła się w koc.
Ben przez chwilę ją obserwował, po czym zrobił to samo.

Przez chwilę czuła się wspaniale, wdychając świeże powietrze i pozwalając promieniom słonecznym świecić prosto na jej twarz. Pomysł, by opuścić tamtą klitkę był naprawdę dobry. Potem pomyślała, że ma okazję pierwszy raz zobaczyć swojego towarzysza śpiącego.
Usiadła delikatnie i odwróciła się w jego stronę. Jego włosy były jeszcze bardziej zmierzwione niż zwykle, a drobne listki i gałązki powplątywały się w nie. Raven uśmiechnęła się na ten widok, ale zaraz po tym doszło do niej, iż ona pewnie wygląda gorzej. Twarz chłopaka wyglądała dużo zdrowiej niż wczoraj. Zdecydowała się nie budzić go. Wstała, przykryła przyjaciela kocem i poszła szukać jakiegoś strumyka. W duchu błagała, żeby tylko się nie zgubić. Niemal przypadkiem usłyszała delikatny chlupot. Podążyła w kierunku dźwięku niepewnie. Ale to co ujrzała, przeszło jej oczekiwania.
Przed nią rozpościerało się wielkie jezioro. Ale w powietrzu unosił się dziwny, słony zapach. Raven musiała przyznać, że nawet nie kojarzył jej się, tak jak rzeczy, które poznała przed utratą pamięci. Widocznie wtedy również nie poznała tego. I prawdopodobnie dlatego nie umiała nazwać tego wielkiego jeziora, którego jej wzrok nie obejmował. Podeszła powoli do wody, łagodnie obmywającej brzeg. Zastanawiała się, czy w ogóle jej dotknąć. Zdecydowała odejść i ewentualnie wrócić tu ze swoim przyjacielem. Odwróciła się i prawie pobiegła z powrotem do niego. Żal było jej wyciągać go z błogiego stanu odpoczynku, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Przyklęknęła przy nim oraz dotknęła delikatnie jego ramienia. Ben otworzył oczy. Przez chwilę był zdziwiony nie tylko faktem, że Raven go budzi, lecz także całą resztą. Dopiero po chwili doszło wszystko do niego, a całe zaskoczenie ustąpiło. Spojrzał na dziewczynę pytająco.
- Muszę ci coś pokazać - szepnęła, jakby nie chcąc drażnić jego uszu.
Ben westchnął, przejechał sobie ręką po twarzy, by się dobudzić oraz wstał leniwie. Pierwszy raz widziała go tak nieprzytomnego. Może to dlatego, że był to także pierwszy raz, kiedy to ona go obudziła. Szła powoli, uważając by go nie zgubić przypadkiem. Chłopak widocznie się ożywił, gdy usłyszał szum wody, a jeszcze bardziej, kiedy poczuł słoną woń.
- Co to takiego? - popatrzyła na brudnozieloną taflę wody. - Mam wrażenie, że jest zbyt duże na jezioro.
- To... morze - szepnął, nie odwracając osłupiałego wzroku z fal.
Nad wodą unosiła się dosyć gęsta mgła, trochę nagle ustępując przy brzegu. Raven przyznała w myślach, że ta nazwa niczego jej nie przypominała. Niepewnie zdjęła buty i podeszła bliżej morza. Poczuła chłodne, łaskoczące fale na swoich stopach i ziarnisty, mokry piasek pod nimi. Nie umiała opisać, czym było uczucie, które teraz ją naszło, lecz z pewnością było cudowne.
- Ono... jest słone, prawda? - odwróciła się nagle w stronę chłopca. Zdawał się nie poruszać od momentu, w którym zobaczył akwen. Jego rudobrązowe oczy były mętne, jakby jakieś smutne wspomnienie wypełniło je chłodem. Bardzo smutne. - Ben?...
Jego oczy znów wróciły na ten świat, szukając czegoś wzrokiem bezskutecznie. Dziewczyna podeszła do niego powoli oraz przytuliła. Nie obchodziło ją, czemu był smutny. Po prostu nie chciała, by był.
- To... mgła - powiedział cicho, prawie łamiącym się głosem.
- Chodźmy stąd - szepnęła mu do ucha.
Nawet sobie nie wyobrażała, jak bardzo był jej wtedy wdzięczny.

Siedział ponuro na swoim kocu, patrząc w ziemię uporczywie. Wziął wdech i już otwierał usta.
- Nie musisz mi nic mówić - powiedziała cicho, widząc jego irytację. - Nie potrzebuję wiedzieć.
Ben spojrzał na nią zaskoczony. W jakiś sposób ona również stała się markotna, chociaż wcześniej widok morza ją cieszył. Była taka do niej podobna...
- Dzięki - mruknął i wrócił do obserwowania gleby. Powinni ruszać, ale nie mógł wykrzesać z siebie woli, by wstać. Zacisnął pięści. - Musimy iść dalej.
Raven kiwnęła głową oraz złożyła jeden z koców. Chłopak powoli podniósł się z drugiego, również go pakując.
- Gdzie właściwie idziemy? - spytała nagle.
- Do domu - powiedział cicho, robiąc najpierw długą przerwę. Po chwili zrozumiał, jak głupio to zabrzmiało. - Em, miałem na myśli, do mojego - uśmiechnął się słabo.
- Nie mogę się doczekać - rozpromieniła się. - Jestem naprawdę ciekawa, jak mieszkasz.
Ben westchnął i zarzucił plecak na jedno ramię, ciężkimi krokami idąc do przodu. Przez chwilę patrzyła jak odchodzi, a dopiero gdy się ocknęła, musiała pobiec za nim.

__________________________________________
A teraz kilka słów, bo dawno się nie odzywałam. ;) Naprawdę, ilość wyświetleń po II rozdziale wgniotła mnie w fotel. ^^ I, odnośnie tego rozdziału, przepraszam za trochę bezsensowny koniec, ale moje pomysły chyba się wyczerpały odnośnie lasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz