- Wszystko w porządku? - czasem zastanawiał się, czy jego siostra nie jest Obdarzoną.
- Tak, pewnie. Jestem trochę zmęczony - spojrzał w jej błękitne oczy. Ich widok w jakiś sposób zawsze go uspokajał, w podobny sposób co głos Clare. - Dzięki, że się o mnie troszczysz.
- Nie ma za co - uśmiechnęła się oraz poczochrała jego włosy.
Najbardziej dziwiło go, iż nigdy nie patrzył na siebie w ten sam sposób jak na siostrę. Po prostu nie umiał. A przecież byli bliźniętami.
Nie mogła w jakiś sposób oderwać od niego oczu. Zastanawiało ją, czemu chce, by myśleli, że nie żyje. Pewnie za tym ciągnęło się znów coś, o czym jej nie powiedział, a co też byłoby jej ciężko zrozumieć. Pewnie chciałby teraz być na jej miejscu. Czasami lepiej nie pamiętać.
- Obiecuję, że im nie powiem - odezwała się cicho, wlepiając w niego swoje oczy.
- Nie tego się najbardziej boję... - prawie wyszeptał, przełykając ślinę.
Nie chciała mówić, że wszystko będzie dobrze. Przecież nawet nie wiedziała jakie miał obawy. Przykro jej? Niby dlaczego? Dlaczego, do cholery, miałoby jej być przykro?! W środku czuła jak wszystkie wnętrzności wywracają się na drugą stronę, tylko dlatego, iż nie umiała go pocieszyć. Przywrócić tego promiennego, rudobrązowego blasku w jego oczach. Miała wrażenie, że słońce zgasło.
Zauważyła, że Gloom jest cichszy niż kiedykolwiek wcześniej, a do tego prawie nie opuszczał jej ramienia. Siedział na jej barku ze zwieszonym łbem, niemal się nie poruszając. Naprawdę wolała myśleć o tym, jak czasem odzwierciedlał jej nastrój, niż to czego obawiał się Ben. Ale czasami nie potrafiła przestać. W końcu zaczęła mieć dosyć całej tej ciszy i nawet jeżeli mieliby rozmawiać o czymś zupełnie innym, było to lepsze od tego nieznośnego milczenia.
- Chodźmy się przejść, co? - wstała oraz podeszła do niego. - Chyba mam już dosyć samotnych spacerów.
- Dobra - mruknął, trochę zaskoczony i wyszedł, właściwie nie oglądając się za Raven. Dopiero na zewnątrz przystanął, stropiony. - Idziesz? - powiedział cicho, żeby ukryć zakłopotanie.
- No... tak - uniosła brwi oraz dołączyła do niego. Usiłowała znaleźć jakiś wspólny temat, lecz teraz chyba było to daremne. Ostatnio zbywał każdą próbę nawiązania konwersacji. Wzięła wdech. Zawsze warto spróbować. - Lubisz księżyc?
Najpierw spojrzał na nią zdumiony, patrząc głęboko w oczy i usiłując zrozumieć, dlaczego to zrobiła. Potem widocznie przypomniał sobie swoje słowa oraz uniósł głowę, spoglądając w niebo. Raven westchnęła, przymykając oczy. Przynajmniej próbowała.
- Ja... - przełknął ślinę. Widać nie umiał jednoznacznie odpowiedzieć. - Nie wiem. To znaczy... z jednej strony... nienawidzę go, ale jest... taki piękny - ostatnie słowa prawie wyszeptał, po czym spojrzał na nią.
Na pewno nie spodziewała się jakiejkolwiek odpowiedzi, a już na pewno nie o takiej długości. Otwarła usta zaskoczona, ale po chwili zdała sobie sprawę, jak musi to głupio wyglądać, więc zamknęła je z lekkim zmieszaniem. Ben miał niepewność w oczach, lecz także coś, czego nie umiała dokładnie nazwać. Jakby... chciał ją przeprosić. Tylko za co?
Chociaż robiło się coraz chłodniej i ciemniej, nie miała ochoty wracać do tej skrzypiącej chaty. Chciała wciąż wdychać świeże, czyste powietrze oraz chodzić, nasłuchując jak źdźbła trawy szurają o buty obojga. W zachowaniu Bena widać było jednak wyraźne zdenerwowanie, a nawet strach. Jego wzrok błądził wszędzie naokoło, wypatrując czegoś. W końcu uległa jego namowom oraz zgodziła się wejść do środka. Miała dziwne wrażenie, iż chłopak chce, by jak najszybciej poszła spać. A właśnie dziś odczuwała dziwną potrzebę jak najdłuższej aktywności po zmroku. Jakby przypadkowa złośliwość w stosunku do niego.
- Mogłabyś... nie wychodzić w nocy z domu? Tak jak ostatnio, kiedy tańczyłaś - przełknął ślinę. - Proszę, nie tańcz dzisiaj - spuścił wzrok.
Nie odpowiedziała, patrząc tylko na niego podejrzliwie. Zdecydowała ten jeden raz postawić na swoim. A może jej się nawet spodoba?
- O co chodzi, Ben? Mi możesz powiedzieć - uniosła lekko brwi.
- Właśnie o to chodzi - podniósł głowę. - Nie tobie. - Gdy jednak przez dłuższy czas wpatrywał się w jej oczy, dostrzegł upór, którego wcześniej w żaden sposób nie okazywała. - Nie. Nie Ciebie.
Wstał gwałtownie i wybiegł tak szybko, jak Raven jeszcze nie widziała. Bez namysłu podążyła za nim, chociaż musiała przyznać, iż ciężko było to wykonać, szczególnie jeśli drogę oświetlał jedynie księżyc. Całe szczęście nie musiała długo szukać. Stał kilkadziesiąt metrów od domu, widać jak dyszał ciężko.
- Ben?...
Odwrócił głowę oraz spojrzał na nią przepraszająco. Chciała podejść do niego, ale wtedy się zaczęło. Najpierw zaczął się miotać z dziwnym warczeniem, a czasem nawet skamleniem. Jakby z bólu. Potem było już tylko gorzej. Patrzyła jak kości się rozrastają, nienaturalnie napinając skórę, a następnie pokrywając się sierścią. Jednak kiedy jego twarz zaczęła się zmieniać, zrozumiała że już nic gorszego nie będzie. Ubrania leżały w strzępach na trawie, przez chwilę jeszcze hybryda człowieka i wilka stała nieruchomo w oszołomieniu spowodowanym bólem. Raven przyglądała się w ciszy, oczekując z upragnieniem na coś, co ją uwolni z paraliżu. Wilkołak nagle wyprostował się, spojrzał na lśniące, srebrne koło. I zawył.
Nie wiedziała jak się zachować. Gdyby zaczęła uciekać, pewnie zaraz by ją dogonił. Jeśli zostałaby, zapewne wyładowałby na niej swoją furię. Naprawdę nie miała pojęcia, co zrobić. Niespodziewanie zwierzę zastrzygło uszami, jakby usłyszało jej ciężki oddech. Oczywiście, że się bała. Jak miała się nie bać? To co czuła, było jednak dużo bardziej skomplikowane niż mogłoby się zdawać. Pomijając wszystko inne, gdzieś w środku wciąż wiedziała o tym, że to jest jej przyjaciel. Wilkołak odwrócił się nagle w jej stronę powoli. Miał duże uszy zakończone niewielkimi pędzelkami, a jego sierść była ciemnoczekoladowa. Przekrzywił łeb, jakby ją zobaczył po raz pierwszy, a potem stanął na czterech łapach i podszedł, wyjątkowo ostrożnie. Wciąż ją bacznie obserwował, każdy ruch, oddech oraz spojrzenie. Raven zauważyła jego lśniące, rudobrązowe oczy. Tak. To był on.
- Ben?... - powtórzyła cicho, lekko marszcząc brwi.
Wilk nagle zawarczał i pokazał zęby, jeżąc sierść. Wiatr zawiał od strony lasu. Wyprostował się oraz wciągnął zapach niesiony stamtąd. Jeszcze raz, przelotnie spojrzał na czarnowłosą, po czym pobiegł tam z uszami przy ciele. Przez moment patrzyła na miejsce, w którym zniknął.
- Wróci - szepnęła, zaciskając powieki. - Musi wrócić.
Obudziła się i usiadła, podpierając czoło dłoniami. Nie wyobrażała sobie momentu, w którym wyjdzie z pokoju gościnnego, a jego nie będzie. Przez chwilę jeszcze siedziała, nie myśląc o niczym właściwie, a potem ubrała się i nacisnęła klamkę ze strachem. Kuchnia była pusta. I niezbyt "schludna".
Niepewnie dotarła do drugich drzwi, z zaskoczeniem stwierdziła, iż były lekko uchylone. Zawahała się na moment, ale popchnęła je. Podrapane od wewnątrz drzwi, pogryziona szafa i walająca się wszędzie sierść nie były najgorsze. Na podłodze była krew. Dużo krwi. Poszukała smutnym wzrokiem sprawcy całego tego chaosu. Ben leżał na łóżku, zwinięty w kłębek pod zakrwawioną kołdrą. Jego włosy były sklejone od posoki, którą miał również na wargach. Podeszła do niego niezdecydowanie, kilka razy poślizgając się na kałużach krwi. Zdawał się jednak spać twardo.
- Ben... - szepnęła z troską, wyciągając dłoń w jego kierunku nieśmiało.
Nagle otworzył oczy, jakby usłyszał jej ciche wołanie. Przez chwilę leżał nieruchomo, a potem podniósł wzrok. Na moment w jego oczach pojawiła się rozpacz, potem znikła tak nagle jak się pojawiła. Raven miała wrażenie, że coś zrozumiał.
- Przepraszam, że uciekłem - odwrócił wzrok. - Nie mogłem znieść twojego widoku - znowu spochmurniał.
- To... twoja krew? - spytała, nie mogąc się powstrzymać. - Skąd jej tyle? - spojrzała na niego z troską.
- Tak, widzisz... kości, zmieniające swój kształt i rozmiar, często rozrywają skórę, mięśnie, czasem uszkadzają narządy wewnętrzne - westchnął. - Ale mam przyspieszoną regenerację - dodał, widząc jej odrobinę zmartwiony wzrok.
- Ben?... - powiedziała po chwili.
- Hm?
- Dlaczego nie mogłeś znieść mojego widoku? - chłopak odwrócił wzrok. Czekała przez chwilę, ale odpowiedź nie nadchodziła, więc pomyślała, że zmieni temat. - Um...
- Bo jesteś do niej zbyt podobna - przerwał jej nagle, nie zmieniając punktu, w który patrzył.
- ...Do kogo? - jej twarz przybrała odrobinę zawiedziony wyraz. Ben przez jakiś czas znowu się nie odzywał. - Uh?...
- Do niej... Do mojej siostry - zamknął oczy. - Miała identyczne włosy, rysy twarzy, głos... nawet podobny charakter. Tylko... twoje oczy. Oczy przypominają, że... to ty. Nie ona - zacisnął szczęki.
- O-oczy? - zarumieniła się. Zdała sobie sprawę, iż tak naprawdę nie wiedziała, jak wyglądają. - Jakie są?
- Twoje?... Fiołkowe. Intensywnie fiołkowe. Niczym dwa, lśniące ametysty - popatrzył na nią, a dokładniej na jej tęczówki. - Oczy Anne były jak trawa wczesnym latem - znowu zaczął patrzeć przez okno.
- Anne? - powtórzyła głucho imię. - To dlatego chciałeś najpierw mi je nadać?
- Żałosne, prawda? - skrzywił się. - W ten sposób chciałem przywrócić ją do życia.
- Ben... ból po stracie kogoś bliskiego nigdy nie jest żałosny - powiedziała cicho.
- Jak to może nie być żałosne? - spojrzał na nią z gniewem. - Umarła dziesięć lat temu. A ja dalej nie potrafię normalnie żyć.
- ...niektóre rany nigdy się nie zabliźnią - odpowiedziała po chwili.
Ben zerknął na nią lekko zdumiony, po czym usiadł. Mówił, że ma przyspieszoną regenerację, ale jak widać, nie było to nic natychmiastowego. Na jego plecach było kilka zakrzepów, podobnie na klatce piersiowej, lecz ciężko cokolwiek stwierdzić, jeśli wszystko jest we krwi.
- Wyjdę i poczekam, aż się ubierzesz... - mruknęła oraz wyszła, o dziwo, stąpając twardo po wszystkich tych czerwonych plamach.
Na zewnątrz zauważyła kilka krwawych śladów prowadzących do łazienki. Postanowiła uprzątnąć kuchnię, dopóki chłopak się nie wyszykuje. Podczas wykonywania tej czynności, doszła do wniosku, iż chyba tak naprawdę do niej nie dochodzi, że jej przyjaciel jest tym, co zobaczyła w nocy. Albo była naprawdę zuchwała, nie bojąc się żądnej krwi bestii obok siebie. Nie zdążyła przemyśleć tego dokładniej, bo Ben do niej dołączył, przerywając monolog wewnętrzny dziewczyny. W końcu było dosyć miejsca, by spokojnie usiąść. Ben miał wciąż na twarzy grymas. Po chwili ciszy Raven otworzyła niepewnie usta.
- Pamiętasz wczorajszą noc?... - zaczęła.
- Większość, ale niektóre fragmenty są zamazane. I nie to, że mógłbym cokolwiek zrobić wbrew instynktowi w tamtej postaci - westchnął, po czym znowu nastało krępujące milczenie.
- Ben... to, że jesteś wilkołakiem, nie zmienia niczego...
- Nie rozumiesz? - przerwał jej, patrząc głęboko w fiołkowe oczy. - To las mnie opętał! - przełknął ślinę. - To ja... ją zabiłem - zacisnął powieki, spod których popłynęły łzy. - To ja ją zabiłem! A potem... a potem... - spazm przeszedł przez jego pierś. - ...kazał mi... ją zeżreć... ona wciąż oddychała, kiedy czułem... smak jej krwi - zacisnął pięści. - Zeżarłem swoją siostrę.
__________________________________________
No dobra, kto tak naprawdę się NIE spodziewał, że on będzie wilkołakiem? :D Mam nadzieję, iż podoba się dramaturgia. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz